Bardzo dawno temu znakomity prozaik i dramaturg Witold Gombrowicz napisał esej „Przeciw poetom”. Zawarł w tym tekście sformułowania, z którymi trudno się zgodzić.
„Nikt prawie nie lubi wierszy, świat poezji wierszowanej jest światem fikcyjnym oraz sfałszowanym.”
Obawiam się, że to nieprawda. Jest trochę ludzi, którzy lubią wiersze, chociaż, z drugiej strony, nie jest ich tyle, żeby poeci mogli z nich wyżyć. Chyba, że poeta jest żyjącym klasykiem albo dostał Nobla, co jednak zdarza się poetom dopiero w wieku emerytalnym i późniejszym.
Z trzeciej jednak strony przymieranie głodem jest dla poetów stanem naturalnym, z kolei z czwartej strony wiadomo, że poeci mniej jedzą, a więcej piją.
Pisze wielki Gombro, że poezja wierszowana jest śpiewem, zaś „śpiew jest bardzo odświętną formą wypowiedzi”.
Czasem jest, a czasem nie. Kiedy śpiewam kolędy przy wigilijnym stole mamy do czynienia z formą odświętną. A kiedy mój syn (Witold zresztą) nie może zasnąć, śpiewam mu kołysanki. Mamy wtedy do czynienia z formą codzienną. A nawet conocną.
„Czyż poeci nie tworzą dla poetów?” – pyta Gombrowicz. Owszem. Ale wielu poetów pisze dla zwykłych czytelników, a sporo dla konkretnych czytelniczek.
Ja sam pisałem dla kilku dziewcząt wierszowane utwory, chcąc zdobyć ich serce i całą słodką resztę. Nie zawsze otrzymywałem taką nagrodę, jakiej pragnąłem, trudno powiedzieć, czy dlatego, że wiersze były słabe, czy dlatego, że czytelniczki wolały prozę…
A dlaczego w kontaktach z paniami ja i miliony innych nieszczęśników posługiwało się rymem i rytmem?
Dlatego, że dzięki poezji można powiedzieć i wyrazić to, co inaczej powiedzieć i wyrazić czasem bardzo trudno…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz