Dwóch panów w Gruzji.
Tak, to coś w rodzaju „Trzech panów w łódce”. Dwóch dżentelmenów (jak wiadomo w Wielkiej Brytanii są wyłącznie dżentelmeni) w podróży.
Dla Brytyjczyków kraje na wschód od Odry są bardziej egzotyczne od Indii. Bardzo żałuję, że Anderson i jego przyjaciel nie wybrali się do Polski, ale tymczasem zajmijmy się ich wyprawą gruzińską.
Mister Anderson opisuje peregrynacje kaukaskie komentując je
z angielskim poczuciem humoru. Nie każdy lubi. Ja – tak.
Peregrynuje pan Anderson po górach. Towarzyszą mu tubylcy. Ludzie niebywale gościnni, którzy chętnie dzielą się informacjami, spiżarnią i piwniczką.
A co w tej spiżarni?
Chaczuerebo – grzany ser.
Szebolili selguni – wędzony ser.
Tkemala – sos śliwkowy.
Czadi – chleb kukurydziany.
I masa innych pysznych rzeczy, które dobrze jest popić.
Na przykład czaczą. Czacza to, że zacytuję Andersona: „napitek nęcący jedynie zawartością alkoholu”.
Picie trwa dość długo, ponieważ obowiązkowe są kwieciste toasty.
Nie będzie dla nas niespodzianką, że nazajutrz podróżników męczy nabakczusewi.
Czyli kac.
Dla odzyskania formy można zagrać w cchenburti, coś w rodzaju polo. Różnica polega na tym, że gra się od wioski do wioski.
Żeby nie było, że książka Andersona to opisy jedynie, że tak
to ujmę, bachiczne, praca tego podróżnika zawiera też wiele cennych informacji historycznych i geograficznych.
Gruzja to starożytna Kolchida, więc każde dziecko zna opowieść
o złotym runie. Jak dziecko jest dziewczynką i podrośnie i zmienia stan cywilny to w prezencie otrzymuje egzemplarz „Rycerza
w tygrysiej skórze”, poemat z XII wieku z czasów
królowej Tamary. A jak zostaje mamusią, uczy tych strof swoje dzieci.
I rzeczywiście dzieci cytują długie fragmenty. Gdyby tak u nas „Pana Tadeusza”...
Gruzja była nawiedzana przez wielu napastników: Rzymianie, Persowie,Bizantyjczycy, Arabowie, Turcy, Rosjanie. I najgorsi – władza radziecka.
Tbilisi było burzone w swej historii 32 razy. Dla porównania
pan Anderson przypomina, że ostatnia bitwa na ziemi brytyjskiej miała miejsce w roku 1685 pod Somerset.
Język gruziński, jak wszystkie języki kaukaskie, jest niesłychanie skomplikowany, za to alfabet jest prosty, niemal pokrywa się
z greckim.
Książka pana Andersona doskonale oddaje charakter gruzińskich podróży – szwendanie się bez celu.
Oczywiście z tym brakiem celu to gruba przesada. Celem jest spotkanie wspaniałych ludzi w jednym w najpiękniejszych krajów świata.
Zdaje się, że cel ten został osiągnięty.
Tony Anderson, „Chleb i proch. Wędrówka przez góry Gruzji.”
Wydawnictwo Czarne, 2014
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz