czwartek, 14 lipca 2011

O "Zgredzie"

Polskie media są podzielone, z grubsza biorąc, na Salon i Antysalon. Salon nie chce lustracji, uważa, że Okrągły Stół był wielkim, historycznym sukcesem, przebacza byłym komunistom, tropi antysemitów i nacjonalistów, chwali Unię Europejską i naszą w niej obecność.
Antysalon wręcz przeciwnie. Nie będę jednak streszczał tu poglądów Antysalonu, ponieważ przedstawił je w swojej ostatniej książce Rafał Ziemkiewicz, czołowy jego przedstawiciel.
„Zgred”, coś w rodzaju dziennika kogoś podobnego do Ziemkiewicza, o nazwisku Rafalski, opisuje trzy miesiące z życia dziennikarza prawicowego. Prawicowym dziennikarzem jest dziś niemal każdy komu nie po drodze z Gazetą Wyborczą i z Polityką, ale Rafalski (podobnie jak Ziemkiewicz), rzeczywiście jest człowiekiem prawicy.
„Zgred” daje nam szansę przyjrzenia się dokładnie publicyście niepokornemu
i pyskatemu, któremu Salon gładko przykleja etykietkę pisowca. Mamy okazję przekonać się, co sądzi oszołom i moher, możemy dowiedzieć się, co mu się w dzisiejszej Polsce i w Polakach nie podoba.
Dla tych, którzy znają dobrze poglądy i twórczość Ziemkiewicza, „Zgred” nie niesie nic nowego. Dla tych, którzy go, z różnych powodów, nie znają, może być swoistym przewodnikiem po myśleniu antysalonowca.
Przepraszam, jest coś nowego w „Zgredzie”. To pytanie o sens dziennikarskiej roboty. Po co opisywać zgniłe polskie państwo i pasożytów, którzy na nim żerują, skoro większości Polaków to nie przeszkadza, czy nie lepiej przestać pchać kij w koła Parowozu Postępu i dołączyć do zwycięzców?
To pytanie przestało być ważne po Smoleńsku, kiedy nagle okazało się, że jednak sporo jest jeszcze Polaków, którym nie jest wszystko jedno, w jakim kraju żyją.
Dobrze, że mamy „Zgreda”, szkoda, że nie ma na razie opisu polskiej teraźniejszości z punktu widzenia człowieka mainstreamu. Może „Zgred” sprowokuje taką wypowiedź?
Czekamy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz