niedziela, 2 stycznia 2011

O "Kinderszenen"

Długo przymierzałem się do tej książki. Jarosława Marka Rymkiewicza bardzo cenię, zarówno jako poetę jak i eseistę, ale temat „Kinderszenen” powstrzymywał mnie od lektury. Przyznam, że ciężko mi czytać o Powstaniu Warszawskim, o tragedii miasta i dziesiątków tysięcy jego mieszkańców.
Przemogłem się jednak i przeczytałem. I nie żałuję.
Rymkiewicz refleksje o Powstaniu przeplata ze wspomnieniami ze swojego dzieciństwa, skupię się na kwestii Powstania.
Pierwsza rzecz to nasi ówcześni wrogowie. Rymkiewicz pisze o Niemcach. No, o Niemcach, a o kim ma pisać? Otóż kiedy pisze się i mówi o ostatniej wojnie, mówi się raczej o nazistach i hitlerowcach. O Niemcach rzadziej. Sami Niemcy też wolą posługiwać się określeniem „ hitlerowcy”, czemu trudno się dziwić, jednak dlaczego w Polsce mówi się o zbrodniach hitlerowskich, a nie niemieckich? Rozumiem, że wtedy pojednanie byłoby trudniejsze, ile jednak warte jest pojednanie oparte na niedomówieniach? Trzeba także pamiętać o pewnej manipulacji, chętnie wykonywanej zwłaszcza przez panią Steinbach i jej ferajnę - zbrodni dokonywali hitlerowcy i naziści, a kto był ofiarą alianckich nalotów i powojennych wypędzeń? Oczywiście Niemcy…
Niemcy podpalili świat, Niemcy wywołali wojnę w skali dotychczas niewidzianej. Ogarnęło ich szaleństwo zabijania, zwycięstwa za wszelką cenę. Nieważne było życie Żyda, Polaka, Rosjanina, nieważne było też życie Niemca, ważne było zwycięstwo i wieczne albo przynajmniej tysiącletnie trwanie Trzeciej Rzeszy.
Zastanawiając się nad sensem Powstania Rymkiewicz stwierdza, że było ono szaloną odpowiedzią Polaków na szaleństwo Niemców. Niemcy zabijali wszystkich i niszczyli wszystko w drodze do zwycięstwa. Polacy decydując się na zbrojny opór w Warszawie przyjęli niemiecka grę: mordujcie ile chcecie, nic wam to nie da. Niemieckiego obłędu nie można było zwalczyć racjonalizmem. Trzeba było wykazać się obłędem tej samej miary.
Teza Rymkiewicza jest interesująca, nie mogę jednak się z nią zgodzić. Cena szaleństwa była za wysoka. Mit za który trzeba zapłacić życiem i straszliwym cierpieniem tysięcy ludzi jest dla mnie nie do przyjęcia. Czy Polska byłaby gorsza, gdyby nie było legendy Powstania? Czy my bylibyśmy gorsi, gdybyśmy nie musieli pamiętać o krwawym lecie 44 roku? Zdaniem Rymkiewicza tak…
Jest w tej książce jeszcze jedna teza, z którą nie mogę się zgodzić. Rymkiewicz twierdzi, że po obu stronach spotkali się fachowcy. Sądzę, że akurat po polskiej stronie fachowców zabrakło. Wojna, poza wszystkim, jest rzemiosłem, ma zasady, których lekceważenie kończy się tragicznie. Kiedy czyta się o wojskowych przygotowaniach do Powstania, o tym na jakiej podstawie podjęto decyzję o jego wybuchu, trudno, moim zdaniem, mówić o fachowcach. Było w tym dużo chciejstwa i braku wyobraźni. Jaki fachowiec może dać rozkaz do ataku na bunkier gołymi rękami? Na jakiej podstawie oczekiwano, że Stalin, sprawca cierpień milionów ludzi, akurat wtedy zachowa się przyzwoicie i przyjdzie Powstaniu z odsieczą? Jaki spec od lotnictwa mógł się spodziewać, że aliancka pomoc będzie miała jakikolwiek wpływ na walki w Warszawie? Takich pytać można niestety postawić jeszcze sporo.
„Kinderszenen” to książka ważna i dotkliwa, książka, którą warto znać i z którą warto się spierać. Poglądy Jarosława Rymkiewicza są dyskusyjne i całe szczęście, bo jest o czym i jest z kim dyskutować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz