To się czasem
zdarza – czytam jedną książkę, a w niej czai się druga.
Czytałem wywiad z Jerzym Stefanem Stawińskim,
a tu w toku rozmowy
dowiedziałem się,
że pan Jerzy
miał żonę Gruzinkę, na dodatek napisała ona książkę, a nawet
dwie.
Gdzie ta Gruzja
w ogóle jest? Z grubsza wiemy, ale lepiej sprawdzić.
Sprawdziliście?
Mogę dalej?
Tak, na
Kaukazie.
Nie, gruźlica
nie jest stolicą Gruzji.
Tak, to stary
dowcip.
Wracając do
toku. W latach 90. pojechałem do Francji. Mili młodzi Francuzi
chcąc mi sprawić frajdę przynieśli butelkę wódki. Wódki z
Ukrainy. Tłumaczenie, że Polska i Ukraina to nie to samo zajęło
mi trochę czasu, zwłaszcza, że rozmawialiśmy po angielsku, mocno
pijani i z beznadziejnym akcentem.
W każdym
razie chodzi mi o to, że Francuzi nie bardzo wtedy odróżniali nas
od Ukraińców. Na zachód od Odry po prostu są jakieś dzikie ludy
i Rosjanie.
My wiemy, że
na wschodzie są Ruscy. A na tym Kaukazie to już nie wiadomo co.
Więc ta Gruzja
jest bardzo daleko, górale jacyś półdzicy, którym Rosjanie
przynieśli cywilizację (Rosjanie?! Cywilizację?!).
Mniejsza o
Rosjan, gorzej ze Związkiem Radzieckim. Oto wspaniały, piękny kraj
o starej, bogatej kulturze i historii zostaje wciągnięty w plugawe
komunistyczne radzieckie szambo.
Tych złych
czasów tyczą wspomnienia pani Heleny Amiradżibi.
Autorka
książki urodziła się 1934 w byłej arystokratycznej rodzinie. Po
dawnej Gruzji nic już nie zostało, była za to straszliwa nędza i
terror. Terror zaprowadzony niestety przez Gruzina Josifa
Dżugaszwili, znanego bardziej pod rewolucyjnym pseudonimem Stalin.
Mieszkanie w zawilgoconej norze, bez kuchni i bez łazienki. Wszystko
na kartki. Nowy wspaniały świat.
Gruzini jednak
się nie dali, w tej strasznej komunistycznej rzeczywistości starali
się zachować niektóre zwyczaje. O tym też pisze pani Helena.
Chyba
najciekawszy jest opis pogrzebu po gruzińsku. Umarła jedna
sąsiadka, starsza już pani. To okazja to retorycznych, aktorskich
już właściwie popisów, kto piękniej wyrazi, wykrzyczy swój żal
i rozpacz. Podam rzecz w punktach.
- Nieboszczka w trumnie. Sąsiadki i rodzina płaczą i zawodzą, na przykład:„Mamusiu kochana, ty byłaś jak wielkie drzewo, które daje spokój i ochłodę!”Sąsiadka: „Byłam zła i kłóciłam się z tobą, moja ty najukochańsza przyjaciółko! Byłaś aniołem, a ja skróciłam ci życie! Niech uschnie mój przeklęty język!”
- Kondukt idzie na cmentarz.
- Składanie trumny do grobu, mężczyźni pilnują kobiet, żeby w zapale nie wpadły do dołu.
- Po zasypaniu trumny żałobnicy dość szybko udają się na kelech – stypę.
- Stypa z udziałem całej wioski.
- Cała wioska robi zrzutę na, że tak to ujmę, zwrot kosztów pogrzebu.
- Wino, śpiewanie smutnych pieśni, toasty ku czci zmarłej.
- Wino, weselsze pieśni.
- Wino, zupełnie wesołe pieśni, wzajemne życzenia pomyślności.
- Wino, wesołe piosenki, rubaszne dowcipy.
- Gdy pijani goście zaczynają tańczyć, goście trzeźwi, przeważnie kobiety, kończą uroczystość.
Taka
też jest ta książka, dużo w niej bólu i łez, ale w tle jest
radość, cudowne wino i zabawa w dobrym towarzystwie.
Kto
zna Gruzję ucieszy się tą książką.
Kto
nie zna Gruzji niech pozna.
Helena
Amiradżibi, „Słodkie życie księżniczki”
Wydawnictwo
Warszawskie, 1996