Wahałem się.
Zastanawiałem się, czy
wrócić do tego bloga.
Czy pisać o książkach.
Wahanie moje wzięło się
stąd, że nagle sam stałem się pisarzem. Czyli facetem, który wydał książkę.
Wahałem się, bo skoro sam
piszę, to jak oceniać innych?
Ale tu przyszedł mu w
sukurs właśnie inny. Inny pisarz. Andrzej Dobosz. Andrzej Dobosz wydał właśnie
kolejną książkę –
„Z różnych półek.” Rzecz bardzo przydatna dla zagubionych
moli książkowych. Nie wiesz człowieku, co czytać? Zajrzyj do Dobosza. On
podpowie.
Czasami podpowiadał w
swoich wcześniejszych książkach, które też Wam polecam.
Dziwna sprawa, a może
właśnie nie, Andrzej Dobosz jest słabo znany, a jeśli już to jako aktor.
Filozof z „Rejsu”. Twórca, który nie może jednocześnie być tworzywem.
Ja też jestem aktorem. Lalkarzem
w objazdowym teatrze. Tak jak pan Dobosz marzył o napisaniu powieści z XIX
wieku, tak ja marzę o spisaniu swoich teatralnych podróży.
"Ale chwilunia!" - zawoła
przytomny czytelnik - „Pan grasz
w teatrze, a nie w filmie”!
W filmie jeszcze nie. Za
to w serialach tak. W paradokumentach tak zwanych. Dlaczego? Dla pieniędzy. A
tak między nami uważam, że nie ma wielkiej różnicy między telenowelą,
a
paradokumentem.
W paradokumencie mamy
straszne jakieś wydarzenie i kilka zaskakujących zwrotów akcji upchanych w
półgodzinny odcinek. W telenoweli ta sama historia jest ciągnięta za uszy przez
pięćset odcinków.
Zachęcam
jednak raczej do chodzenia do teatru niż oglądania telewizji. Podejrzewam, że
Andrzej Dobosz nie ma telewizora. Natomiast ma masę książek.
I o
tych książkach pisze. Znajduje lektury pominięte, niezauważone i zlekceważone.
Udowadnia też, że książki to nie tylko sterty zakurzonego papieru – książki to
życie.
I z tym
przeświadczeniem zapraszam do zajrzenia na moje półki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz