czwartek, 3 lutego 2011

O "Listach z Rosji"

Rosja i Rosjanie, z jednej strony przedmiot naszej pogardy: dzikusy, prymitywy, barbarzyńcy.
Z drugiej przedmiot podziwu: jako potęga polityczna, militarna, a także (jednak!) kulturalna.
Ruskich raczej nie lubimy, czemu, patrząc na wspólną historię, trudno się dziwić. Rosja budziła niechęć, ale często też fascynację. Wielki kraj, który ma wszystko: rozległe terytorium, bogactwa naturalne, bezpieczeństwo;
a jednocześnie państwo przygnębiającej nędzy.
Jednym z pierwszych pisarzy, którzy próbowali skutecznie zmierzyć się
z fenomenem Rosji był Francuz Astolphe de Custine. Pan markiz raczył się wybrać na krótki wojaż do Petersburga i Moskwy, a swoje wrażenia
w sensacyjnych „Listach z Rosji”.
Oto refleksja po pierwszym spotkaniu z Rosjanami: „Na widok dworzan rosyjskich w działaniu uderzyło mnie natychmiast, że wykonują swój zawód wielmożów z nadzwyczajną pokorą; jest to rodzaj niewolników wyższego rzędu”.
De Custine podróżował w roku 1839, a więc za panowania Mikołaja I, w czasie największej potęgi imperium Romanowów, ćwierć wieku po Kongresie Wiedeńskim, który kończył krwawą epopeję napoleońską. Cesarskie marzenia Bonapartego rozwiały się na mroźnych rosyjskich równinach, nic więc dziwnego, że Francuzi usiłowali zrozumieć z kim mają do czynienia: „…ta potworna mieszanka subtelności Bizancjum i okrucieństwa hordy, ta walka etykiety Cesarstwa Wschodniego z dzikimi cnotami Azji wytworzyła niezwykłe Państwo, które Europa widzi dziś wyprostowane i którego wpływu może jutro dozna nie rozumiejąc jego sprężyn”.
Nie rozumiemy do dzisiaj tego potwornego mechanizmu, nie rozumiemy również jego najmniejszych części, czyli ludzi, Rosjanin jest trudny do przeniknięcia, na pozór szczery, a naprawdę podejrzliwy i nieufny: „…wszyscy tu myślą o tym, o czym nikt nie mówi”. I jeszcze na ten sam temat: „…Wszyscy urodzeni w Rosji lub pragnący żyć w tym kraju spiknęli się, by wszystko bez wyjątku przemilczać, nic się tu nie mówi, a jednak wszystko się wie…”.
Kolejny cytat, niestety, bardzo aktualny: „Podług ostatnich informacji o klęsce podczas peterhofskiego festynu, które udało mi się zdobyć dziś rano, przewyższyła ona moje przypuszczenia. W dodatku nigdy nie poznamy dokładnie okoliczności tego wydarzenia. Każdy wypadek jest tu uważany za sprawę państwową”.
De Custine opuszczał Rosję pełen złych przeczuć co do jej historii: „Gdyby kiedyś udało się wywołać przez lud rosyjski prawdziwą rewolucję, masakra byłaby regularna jak parada wojskowa. Miasteczka i wsie zamieniono by
w koszary, a zorganizowane morderstwo wychodząc w pełnym uzbrojeniu
z chat postępowałoby naprzód w szeregu, we wzorowym porządku. Wreszcie Rosjanie przygotowaliby się do rabunku od Smoleńska po Irkuck tak, jak maszerują na paradzie na placu przed Pałacem Zimowym w Petersburgu.”
De Custine trafnie przewidział przyszłość Rosji, na szczęście historię narodu tworzą nie tylko władcy i żołnierze. W historii jest także miejsce dla poetów.
„Listy z Rosji” są bolesną lekturą, dlatego równocześnie zacząłem czytać wiersze Josifa Brodskiego. To też Rosja, ta lepsza i piękniejsza. Miejmy nadzieję, że w końcu poeci zwyciężą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz