czwartek, 17 lutego 2011

O szachach jako sporcie ekstremalnym

Szachy wydają się idealną grą dla ludzi zrównoważonych, opanowanych, wyposażonych w analityczny umysł. Ten sport nie budzi wielkich emocji, nie ma szachowych pseudokibiców, którzy by się wzajemnie obtłukiwali szachownicami, a żaden szachista nie może liczyć na taką popularność, jaką cieszą się piłkarze, bokserzy, czy skoczkowie narciarscy.
Jest jednak kraj, w którym szachy są równie ważne jak futbol, a dwadzieścia lat temu i wcześniej były nawet ważniejsze. Ten kraj to Rosja.
Na bibliotecznej półce znalazłem książkę o dość długim tytule, leksykon „Kto jest kim w Rosji po 1917 roku”. Nie przeczuwałem jak fascynująca lektura mnie czeka. Jej autorzy Grzegorz Przebinda i Józef Smaga w tym wydanym w roku 2000 dziele, zamieścili około 450 biogramów postaci, które miały wpływ na historię Rosji w ubiegłym wieku.
Wśród tych postaci nie mogło oczywiście zabraknąć szachistów. Mamy tu pierwszego Rosjanina, który został mistrzem świata Aleksandra Alechina, są także inne wielkie nazwiska: Botwinnika, Spasskiego, Korcznoja, Karpowa i Kasparowa.
Szachy w ZSRR były sportem narodowym. Zdobycie tytułu mistrzowskiego było punktem honoru dla radzieckich władz. Hegemonia radziecka w szachach zaczęła się po II wojnie, ale wcześniej przez dwadzieścia lat z roczną przerwą, najlepszy na świecie był Aleksander Alechin.
Oto kilka szczegółów z niezwykłego życia Alechina, cytuję za „Kto jest kim w Rosji”: „W 1914 został internowany przez Niemców, wrócił jednak do Rosji, gdyż udawał psychicznie chorego”. „W 1918-19 mieszkał w Odessie, jako członek wywiadu Denikina został aresztowany przez czerwonych (przed rozstrzelaniem uchronił go Trocki).” „W 1921 wyjechał za granicę i już nigdy do kraju nie wrócił. Osiadł w Paryżu, w 1923 obronił na Sorbonie pracę doktorską z zakresu prawa(…), był światowym championem przez 20 lat (1927-1946)”. „…nadużywał alkoholu, był czterokrotnie żonaty.” „W nazistowskiej Gazecie Paryskiej opublikował tekst o wyższości szachów aryjskich nad niearyjskimi”.
W roku 1946 Alechin miał walczyć o tytuł z Botwinnikiem, rosyjskim Żydem, ale do pojedynku nie doszło z powodu śmierci Alechina.
Cztery żony i alkohol? A kiedy grał w szachy? Może grał i pił, bo żony dokuczały? Czy może żony mu dokuczały, bo ciągle grał? A pił, bo nie wiedział, czy ważniejsza jest żona, czy szachy?
Dziś już się tego nie dowiemy, nie dowiemy się też czy lepszy był Alechin, czy Botwinnik.
Botwinnik został następnym mistrzem świata, nie pił za dużo, dużo pracował, zdobywał kolejne tytuły, a kiedy zakończył karierę zawodnika, został nauczycielem szachowej młodzieży, wśród jego uczniów byli Karpow i Kasparow.
Radzieckie panowanie na światowych szachownicach przerwała porażka Borysa Spasskiego z Bobbym Fischerem. Straszny pech, Spasski, nie dość, że przegrał, to jeszcze przegrał z Amerykaninem! Mógł wygrać walkowerem, bo Fischer spóźnił się na mecz, mógł skorzystać z pomocy KGB, odmówił, no i niestety… Za karę Spasski dostał szlaban na turnieje zagraniczne na 9 miesięcy. Nie dało się sprawdzić, czy szachy aryjskie są lepsze od niearyjskich, natomiast niewątpliwie szachy socjalistyczne były lepsze i miały być lepsze od szachów kapitalistycznych.
Kiedy parę lat później rywalem Fischera został Karpow, Fischer nie przystąpił do pojedynku. Karpow został więc mistrzem walkowerem. Kolejnym rywalem Karpowa został świeży emigrant polityczny Wiktor Korcznoj. I tym razem nie było mowy o możliwości przegranej szachisty z Kraju Rad z człowiekiem, który z tych rad nie chciał korzystać. „Czerwony Tolek”, jak nazywano Karpowa ze względu na jego sympatie, skorzystał ze wsparcia: „Władze czyniły wszystko, żeby Karpow nie przegrał. W skład jego ekipy wchodziło 20 funkcjonariuszy KGB, karatecy i parapsycholog, który dekoncentrował rywala”. Przyznam się, że nie bardzo rozumiem, po co byli ci karatecy. Że niby jak ograsz Karpowa, to my z tobą pogramy? Korcznoj wezwał na pomoc dwóch filipińskich joginów, ale cóż oni mogli...
Dał radę Karpowowi Garri Kasparow, choć pierwszego meczu omal nie przegrał: „W 1993 tygodnik Ogoniok ujawnił, że ówczesny sekundant Kasparowa sprzedawał jego tajemnice rywalowi. Karpow prowadził już 4:0, ale po ustaniu dopływu informacji(donosiciel bał się demaskacji, a i Kasparow nabrał podejrzeń) zrobiło się tylko 5:3.”
Jak więc widać, był czas, gdy szachy były sportem szalenie niebezpiecznym, gdy porażka mogła mieć dla niefortunnego gracza naprawdę katastrofalne skutki. Dostanie mata pod okiem karateków z KGB – to jest ekstremum, a nie jakieś skoki z czegoś, wariacka jazda na czymś czy walenie się nawzajem we wszystko! Dlatego moja szachownica leży spokojnie w szafie, nie ruszam jej, nie chcę, zacznie sobie człowiek przestawiać figury i ani się spostrzeże, jak jego życie ograniczy się do tych 64 pól, a potem rodzina w ruinie, wóda, nie, nie będę już grał. Szachy to gra równie niebezpieczna jak życie – zrobisz ruch i nie możesz go wycofać…

czwartek, 3 lutego 2011

O "Listach z Rosji"

Rosja i Rosjanie, z jednej strony przedmiot naszej pogardy: dzikusy, prymitywy, barbarzyńcy.
Z drugiej przedmiot podziwu: jako potęga polityczna, militarna, a także (jednak!) kulturalna.
Ruskich raczej nie lubimy, czemu, patrząc na wspólną historię, trudno się dziwić. Rosja budziła niechęć, ale często też fascynację. Wielki kraj, który ma wszystko: rozległe terytorium, bogactwa naturalne, bezpieczeństwo;
a jednocześnie państwo przygnębiającej nędzy.
Jednym z pierwszych pisarzy, którzy próbowali skutecznie zmierzyć się
z fenomenem Rosji był Francuz Astolphe de Custine. Pan markiz raczył się wybrać na krótki wojaż do Petersburga i Moskwy, a swoje wrażenia
w sensacyjnych „Listach z Rosji”.
Oto refleksja po pierwszym spotkaniu z Rosjanami: „Na widok dworzan rosyjskich w działaniu uderzyło mnie natychmiast, że wykonują swój zawód wielmożów z nadzwyczajną pokorą; jest to rodzaj niewolników wyższego rzędu”.
De Custine podróżował w roku 1839, a więc za panowania Mikołaja I, w czasie największej potęgi imperium Romanowów, ćwierć wieku po Kongresie Wiedeńskim, który kończył krwawą epopeję napoleońską. Cesarskie marzenia Bonapartego rozwiały się na mroźnych rosyjskich równinach, nic więc dziwnego, że Francuzi usiłowali zrozumieć z kim mają do czynienia: „…ta potworna mieszanka subtelności Bizancjum i okrucieństwa hordy, ta walka etykiety Cesarstwa Wschodniego z dzikimi cnotami Azji wytworzyła niezwykłe Państwo, które Europa widzi dziś wyprostowane i którego wpływu może jutro dozna nie rozumiejąc jego sprężyn”.
Nie rozumiemy do dzisiaj tego potwornego mechanizmu, nie rozumiemy również jego najmniejszych części, czyli ludzi, Rosjanin jest trudny do przeniknięcia, na pozór szczery, a naprawdę podejrzliwy i nieufny: „…wszyscy tu myślą o tym, o czym nikt nie mówi”. I jeszcze na ten sam temat: „…Wszyscy urodzeni w Rosji lub pragnący żyć w tym kraju spiknęli się, by wszystko bez wyjątku przemilczać, nic się tu nie mówi, a jednak wszystko się wie…”.
Kolejny cytat, niestety, bardzo aktualny: „Podług ostatnich informacji o klęsce podczas peterhofskiego festynu, które udało mi się zdobyć dziś rano, przewyższyła ona moje przypuszczenia. W dodatku nigdy nie poznamy dokładnie okoliczności tego wydarzenia. Każdy wypadek jest tu uważany za sprawę państwową”.
De Custine opuszczał Rosję pełen złych przeczuć co do jej historii: „Gdyby kiedyś udało się wywołać przez lud rosyjski prawdziwą rewolucję, masakra byłaby regularna jak parada wojskowa. Miasteczka i wsie zamieniono by
w koszary, a zorganizowane morderstwo wychodząc w pełnym uzbrojeniu
z chat postępowałoby naprzód w szeregu, we wzorowym porządku. Wreszcie Rosjanie przygotowaliby się do rabunku od Smoleńska po Irkuck tak, jak maszerują na paradzie na placu przed Pałacem Zimowym w Petersburgu.”
De Custine trafnie przewidział przyszłość Rosji, na szczęście historię narodu tworzą nie tylko władcy i żołnierze. W historii jest także miejsce dla poetów.
„Listy z Rosji” są bolesną lekturą, dlatego równocześnie zacząłem czytać wiersze Josifa Brodskiego. To też Rosja, ta lepsza i piękniejsza. Miejmy nadzieję, że w końcu poeci zwyciężą.