poniedziałek, 24 października 2011

Instrukcja obsługi

Niemal każde urządzenie jest wyposażone w instrukcję obsługi. Jest to dokument, który w prosty i jasny sposób tłumaczy jak działa to, co sobie kupiliśmy.
Dajmy na to, że pewien wykształcony, inteligentny, przystojny i skromny człowiek, na przykład ja, kupuje, a właściwie kupuję, sobie pralkę. Mimo, że mój mózg ma skrzywienie skrajnie humanistyczne, że szczytem moich umiejętności technicznych jest wymiana żarówki, rozumiem treść instrukcji obsługi pralki. Wiem, jak ją podłączyć, uruchomić, a potem jak zrobić pranie, nie uszkadzając siebie, rodziny, ani pranych ciuchów. Producent pralki wie, że jego klientem może być ktoś taki jak ja, więc stara się, aby instrukcja była jasna i jednoznaczna. Wie, że jeśli coś będzie źle wytłumaczone, przez co pralkę lub pranie trafi szlag, poszukam innego producenta.
Pralka, telewizor czy robot kuchenny to nie jedyne urządzenia pomagające nam w życiu codziennym. Najważniejszym instrumentem jest prawo. I tu mamy podejście powiedziałbym wręcz przeciwne do wyżej opisanego. Ustawodawca stara się, aby prawo było jak najbardziej skomplikowane! Do jego zrozumienia często nie wystarczy wykształcenie prawnicze, orzeczenia sądowe bywają różne w jednej sprawie, a nieraz można odnieść wrażenie, że konkretne przepisy były tworzone specjalnie dla zrobienia komuś dobrze, że przypomnę przysłowiowe już „lub czasopisma”.
Czy wyobrażasz sobie, Drogi Czytelniku, że instrukcja obsługi pralki Ci nie wystarcza, że potrzebujesz dodatkowej konsultacji z inżynierem, elektrykiem, hydraulikiem, chemikiem i tak dalej i tak dalej? Że instrukcja pralki nie jest jednoznaczna, że Twoja pralka może działać różnie w zależności od okoliczności?
Absurd, prawda? Dlaczego się na to godzimy? Dlaczego dorosły człowiek może bezpiecznie samodzielnie posługiwać się pralką, a kodeksem cywilnym już raczej nie? Dlaczego do zrozumienia instrukcji obsługi robota kuchennego wystarczy zwykły pomyślunek, a do zrozumienia prawa podatkowego potrzeba kilku pomyślunków dobrze opłaconych?
Dlaczego od lat nie zmieniamy naszych prawodawców, dlaczego to jest mniej więcej ciągle ta sama grupa „fachowców”?
Czyżby ktoś wyprał nam mózgi?