Klasyk polega na tym, że jest do czytania, do oglądania lub słuchania zawsze i wszędzie na wieki wieków amen. Wiekuistość klasyków powoduje czasem bolesne nieporozumienie, czyli traktowanie klasyka na klęczkach. Tak nie można. Dzieło klasyczne jest, mimo często bardzo dostojnego wieku, dziełem ciągle żywym i aktualnym, dlatego trzeba je traktować po ludzku, a nie po bosku.
Jednym z najstarszych klasyków jest grecki poeta Homer, autor opowieści z morałem, jednej o tym, że z prezentami od wrogów ostrożnie, a druga o tym, że nie masz cwaniaka nad Odyseusza.
Homera przywołuję nie bez kozery, albowiem chciałbym dziś nadmienić słów kilka o pewnym klasyku znad Wisły, którego inny klasyk, też znad Wisły, był uprzejmy porównać właśnie do Homera.
Mówiąc po ludzku i konkretnie chodzi o Wiecha. Stefan Wiechecki napisał jedyną w swoim rodzaju historię Warszawy. Epopeję, można powiedzieć, może stąd porównanie z Homerem, które nasunęło się Tuwimowi.
Wielkie i niestety tragiczne dzieje Warszawy i jej mieszkańców w ubiegłym wieku, opisuje Wiech w znakomitych, zwięzłych i dowcipnych opowieściach i felietonach. Ale o ile Homer uczynił swoimi bohaterami postaci królewskie, boskie i heroiczne, o tyle Wiech pokazuje stolicę poprzez ludzi zwyczajnych, słabych, mających upodobanie do drobnego kantu i niewąskiego ochlaju.
Homer nie miał problemu z uczonymi w piśmie, gdyż takowych w złotym wieku nie było, Wiech natomiast nie raz i nie dwa musiał odpierać ich ataki, głównie na okoliczność zaśmiecania języka.
Ataki nie przyniosły powodzenia, Wiech i jego dzieło trwa nad Warszawą jak kolumna Zygmunta, trudno sobie przecież bez nich Warszawę wyobrazić.
Statystyczny bohater Wiecha lubi wykonać ćwiartkę, nie lubi się przepracowywać i ogólnie ma dwuznaczną opinię cwaniaka. Dwuznaczną, gdyż warsiaskie cwaniactwo niektórym się podoba, innym wręcz przeciwnie. Bóg z nimi. No bo proszę Państwa sianownego, czy dałoby się wytrzymać na tym nadwiślańskim brzegu i w takich historycznych okolicznościach bez odrobiny cwaniactwa? Przypuszczam, że wątpię.