środa, 16 czerwca 2010

O korzyściach z oglądania piłki nożnej

Któregoś dnia padało. Lało i lało, aż się człowiekowi robiło niewyraźnie. Patrzyłem za okno, na ten świat, na którym nie dzieje się tak dobrze, jak mogłoby się dziać i oddawałem się melancholii. Ostatnio melancholia i smutek stają się moim hobby.

Kiedyś moim hobby była piłka nożna. Hobby raczej teoretycznym; oglądałem mecze, czytałem sportowe gazety i książki. Teraz jestem już duży i mam ważniejsze sprawy na głowie, ale kiedy trwa mundial wracam do lat dziecinnych, w miarę możliwości oczywiście.

Obecny turniej na razie nie zachwyca. Mało goli, a gole to, jak mawiał redaktor Szpakowski, sól futbolu. Bez goli futbol jest mdły. Mija właśnie pierwsza runda, dwadzieścia pięć goli w szesnastu meczach, oj, słabo…

Tak czy siak, oglądanie piłki nożnej może być pouczające. Zdarzyło mi się na przykład usłyszeć taki komentarz redaktora Szpakowskiego: „Ulewny deszcz nad Stadionem Wojska Polskiego, trudno w takich warunkach antycypować lot piłki…”.

Zamarłem. Odstawiłem piwo. Odłożyłem chipsy. Sięgnąłem po słownik. Sprawdziłem. Powiedziałem: „Achaaa” i wróciłem do meczu.

Gdyby nie padało, nie poznałbym znaczenia nowego słowa. Chociaż? Przecież redaktor Szpakowski mógłby wtedy powiedzieć: „Niebo błękitne nad Stadionem Wojska Polskiego, łatwo w takich warunkach antycypować lot piłki”.

Ciekawe, czy piłkarze znają słowo „antycypować”. Czy krzyczą do siebie w czasie gry: Antycypuj! Antycypuj!”? Czy trener na nich wrzeszczy: „No i jak antycypujecie, gamonie?!”?

A oni mu odkrzykują cytując wyżej wspomnianą frazę: „ Trenerze, trudno w takich warunkach antycypować!”

Ciekawe też, co krzyczeli do siebie nasi piłkarze w ostatnim meczu z Hiszpanią. Ach, ci Hiszpanie… Ostatnio ogrywali wszystkich, nasze Orły stuknęli 6:0, myślałem, że będą walczyć o tytuł, a dziś przegrali ze Szwajcarią!

I weź tu człowieku, antycypuj…